Wiosenny salon bohemian

Kolejny lockdown! Jeśli ciekawi Was co zmalowałam w tym roku i jak wygląda wiosenny salon bohemian, w którym zawitał przeogromny narożnik i nawet trochę żałuję, że robi się ciepło bo to znaczy, że na dobre posiedzimy na nim dopiero jesienią.

Za każdym razem kiedy zaczynam mini remont sama siebie przeklinam w myślach – na co mi to było. Za każdym razem mówię, że nigdy więcej i za każdym razem okazuje się, że jednak może coś zmienić. Dlaczego wiosenny salon bohemian? Boho, boho i boho – trochę zaczęło się to boho nam przejadać tym bardziej, że boho z prawdziwym bohemian nie wiele ma często wspólnego. Ale nie o tym będzie ten wpis. Tym razem wszystko zaczęło się musztardy. Podejmując ostatnią współpracę z marką Slf24.pl i oglądając ich nowości zakochałam się totalnie w musztardowym narożniku typu ‚chesterfield’. I gdyby kilka miesięcy temu ktoś mi powiedział, że tego typu mebel zamieszka w moim salonie to wyśmiałabym go i puknęła się w czoło. Ale kiedy ujrzałam zdjęcia tego cuda w welurowej, musztardowej tkaninie, kiedy zobaczyłam jak jest ogromny nie było już odwrotu. Kiedy przyjechał okazał się jeszcze wspanialszy niż się spodziewałam, jeszcze większy i jeszcze bardziej idealny.

Narożnik jest na serio królewski. Po pierwsze kolor – mamy w tej samej tkaninie łóżko w sypialni i niby wiedziałam czego się spodziewać, a jednak inne kształty, inne padanie światła i byłam totalnie zaskoczona. Welur to taka tkanina do rysowania, co widać często na zdjęciach – mi osobiście nie przeszkadzają te cienie i rysy, wręcz przeciwnie. Ostatnio np. była odbita stopa mojego syna świadcząca o tym, że przeprawiał się przez salon drogą na skróty, a kawałek dalej pozostałości po grze w kółko i krzyżyk co z kolei znaczyło, że poza kłótniami dzieciaki robią coś wspólnie – serio to taka tkanina szpiegowska. Gabaryt jest potężny – z oparciami to jest około 330/260cm. Samo siedzisko mimo szerokich oparć tez jest spore bo ma aż 260/190 cm. Poduchy jak w praktycznie każdym jednym modelu mega wygodne – tutaj akurat bardziej twarde niż miękkie ale sprężyny w stelażu sprawiają, że jest mega wygodny. Obawiałam się tego, że oparcie okaże się zbyt niskie i nie będzie nam wygodnie bo jednak fajnie oprzeć gdzieś szyję czy głowę. Ale sprawa wygląda tak, że jak jesteśmy sami to raczej w pozycjach półleżących więc siłą rzeczy i szyja i głowa ma oparcie, a jak już raz na ruski rok nas odwiedzi to przecież nie po to żeby leżakować 😉

wiosenny salon bohemian
wiosenny salon bohemian

Potem poszło już lawinowo – stwierdziłam, że salon czas odświeżyć bo ten królewski narożnik zasługuje na więcej bieli, mniej rzeczy dookoła i w ogóle na wszelakie luksusy. W międzyczasie podczas mojej współpracy z Posterlounge w moje ręce wpadła joginka z kotem – serio… musicie zobaczyć te cudne plakaty i przeczytać o moich wyborach bo bez tego ta historia po prostu nie będzie się kleić => Galeria ścienna bez Witolda 😉 W każdym razie jednym z wybranych do nowej galerii plakatów była Grażka – joginka z kotem i kiedy powiesiłam ją na ścianie od razu wiedziałam, że to nie jest przypadek – kolory podsunęły mi najwspanialszy pomysł świata na zmiany. Kto by się spodziewał różu w salonie z musztardowym chesterfieldem? No właśnie! To był strzał w dziesiątkę – uwielbiam takie pozornie niedobrane duety.

wiosenny salon bohemian

Kolorowa geometria zniknęła i ustąpiła miejsca różowemu pasowi, który stał się wyjściowym elementem do reszty dekoracji. Komoda pod telewizorem po kilku latach panowania soczystego kobaltu zamieniła się w różową landrynkę, a żeby było jeszcze bardziej słodko ale po królewsku zarazem – bo wiecie, w końcu obok stoi ten chesterfield – wisienką na tym torcie stały się złote indyjskie gałki, które jak zwykle oczywiście otrzymałam od najlepszych – Regałka! Koniecznie musicie sprawdzić nowości na stronie.

wiosenny salon bohemian
wiosenny salon bohemian
wiosenny salon bohemian
wiosenny salon bohemian
wiosenny salon bohemian

Wszystko zaczęło ze sobą tak współgrać, że nie mogłam pohamować emocji i pędzla… pomalowałam też ramę po pradziadkach, w której jest mój portret, kawałeczek starych skrzypiec i ten kawałek ściany nad oknem, który irytował mnie swoją bielą, a za nic w świecie nie chcę mieć tam już firan. Moje serce zaczęło uśmiechać się na różowo, a w necie znalazłam komplet stolików pomocniczych w kolorze pudrowego różu i złota, które idealnie nadały się jako kwietniki.

W czeluściach pomieszczenia wstydu czyli pralnio-spiżarnio-schowka znalazłam resztę farby, mieszanej już kilka razy. W tym momencie miała kolor liścia laurowego tudzież szałwii – zależy jak spojrzysz. Wykorzystałam ją do zniszczonego blatu stolika i do starej dziadkowej szafy – rozpływałam się w własnej zajebistości patrząc na efekty hehe serio – dawno sama się sobą tak nie zachwyciłam. Zobaczcie wszystkie kadry, a na samym końcu linki i małe przypomnienie niektórych metamorfoz.

wiosenny salon bohemian
wiosenny salon bohemian
wiosenny salon bohemian
wiosenny salon bohemian
wiosenny salon bohemian
wiosenny salon bohemian

I tak serio jak sobie o tym wszystkim pomyślę, to nie może być przypadek – ta kanapa, ten plakat, te stoliki, resztki farb – to jest totalnie moje kolorowe przeznaczenie. W salonie widać te zmiany zawsze najbardziej, bo to tam jest nasze centrum. Wiem, że sporo osób tutaj ostatnio przybyło więc koniecznie zobaczcie na inne, wcześniejsze odsłony tej przestrzeni bo to niesamowicie pokazuje jak można grać kolorami. A w jednym z kolejnych wpisów opowiem Wam o tym dlaczego wiosenny salon bohemian, a nie boho i jak bardzo nie znamy się na pochodzeniu wnętrzarskiego stylu.

2 thoughts on “Wiosenny salon bohemian”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.