Galeria ścienna bez Witolda

Od ponad roku patrzył na mnie ze ściany niewzruszony Witold. Początkowo mi się to podobało ale przyszła pora na zmiany. W końcu każdy Witold ma swój początek i koniec. Galeria ścienna bez Witolda stała się lekka i dzięki temu poczułam, że w końcu nikt nie obserwuje każdego mojego kroku.

Szczerze powiedziawszy bardzo ciężko było zmieniać tą galerię dlatego, że poza Witoldem były tam nasze zdjęcia. Bardzo przywiązuję się emocjonalnie do takich rzeczy, i czuję jakby ich schowanie miało mi wyrwać z pamięci te wspólne chwile. Postanowiłam, że główna galeria będzie od tej pory bez naszych zdjęć. Tak by łatwiej było mi ją raz na jakiś czas odmienić.

Z pomocą w tej wielkiej zmianie przybyła marka Posterlounge. Okazało się, że zmiany jednak wcale nie są proste ponieważ wybór plakatów i obrazów w sklepie jest tak ogromny, że ciężko się zdecydować. Kombinacji było milion – plakaty, obrazy na płótnie czy na akrylu to tylko część tego co oferują. Na prawdę ciężko mi było wybrać temat przewodni i mimo ogromnej kreatywności i wyobraźni nie mogłam sobie za nic w świecie wyobrazić jak to ze sobą połączyć.

Po długich godzinach myślenia i ciągłych zmianach koncepcji udało mi się wybrać. Wybrałam 4 plakaty i jeden obraz na płótnie, który absolutnie mnie oczarował. Przy wyborze kierowałam się głównie dopasowaniem kolorystycznym, a wybierając rozmiary tym jakie posiadam w domu ramy czy listwy. Choć cały czas nie miałam w głowie wizji tego jak będzie to wyglądało w rzeczywistości.

Bardzo fajne jest to, że jeśli spodoba Wam się jakiś wzór to sami decydujecie czy ma być w formie plakatu, obrazu na płótnie, na drewnie czy aluminium. Po zaznaczeniu wymiaru i materiału od razu wyświetla Wam się cena produktu.

Poszukując idealnych obrazów na stronie Posterlounge był jeden, który okazał się punktem wyjścia do reszty galerii ściennej. Zakochałam się totalnie w jogince z kotem, w tych barwach, w liściach monstery i spokoju jaki z tego plakatu bije. Od razu wiedziałam, że ten plakat to będzie ten mocny element, a cała reszta musi iść w zielenie.

Dzięki cierpliwości natrafiłam na kolekcję dzieł Ernsta Haeckela, który był nie tylko darwinistą czy zoologiem ale też wybitnym artystą. Rysował tysiące nieznanych gatunków i z tej wdzięczności za to piękno postanowiłam, że zawisną też u mnie. Wybrałam trzy wzory, które miały w sobie zielenie o jakie mi chodziło. I tak na mojej ścianie znajdziecie grzybki, paprocie i na deser najcudowniejsze na świecie kolibry. Kolibry zachwyciły mnie do tego stopnia, że wybrałam opcje na płótnie – kolorystyka jest powalająca.

Na sam koniec postanowiłam poszukać czegoś w kwadracie – tak, to dość specyficzny sposób komponowania galerii ale każdy jest dobry. Po kolejnych minutach spędzonych przed ekranem trafiłam na dżunglę, która nie dość, że w kwadracie to poza oczywistą zielenią, miała też element różu, który idealnie pasował mi do joginki. To się nazywa mieć szczęście.

Powiem Wam, że po zniknięciu Witolda nie tylko odetchnęła, ale nowa galeria ścienna spowodowała lawinę zmian i to dość nieoczywistych, ale o tym już w następnym wpisie.

Lista moich wyborów z nazwami i numerkami (poza tym macie podlinkowane wszystko w treści):

1) 631598 (kolibry) obraz na płótnie 50/70
2) 404490 (muscinae) plakat 30./40
3) 404476 (filicinae) plakat 30/40
4) 722373 (tropical Yoga) plakat 60/90
5) 370173 (dzżungla) plakat 70/70

Jeśli jesteś u mnie pierwszy raz i ciekawi Cię jak galeria wyglądała wcześniej i kim był Witold to zajrzyj na jeden z wpisów z salonu => Retro salon z geometrią. Miłej wizyty.

Galeria ścienna - Ładna Chata
Galeria ścienna - Ładna Chata
Galeria ścienna - Ładna Chata
Galeria ścienna - Ładna Chata
Galeria ścienna - Ładna Chata
Galeria ścienna - Ładna Chata
Galeria ścienna - Ładna Chata
Galeria ścienna - Ładna Chata
Galeria ścienna - Ładna Chata
Galeria ścienna - Ładna Chata

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.