Zbieractwo – kiedy przedmioty zaczynają rządzić naszym życiem

Porządek w domu to porządek w życiu – nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Czym jednak jest PORZĄDEK i czy rzeczywiście ma on związek z odkurzaczem, mopem i myciem naczyń? Czy czysta podłoga sprawia, że znikają Wasze problemy, a brak naczyń w zlewie oczyszcza Waszą duszę? Jeśli mimo tego, że wciąż sprzątasz, układasz i segregujesz czujesz, że straciłaś kontrolę nad swoim domem i życiem to ten wpis jest właśnie dla Ciebie !!!

 

Do niedawna żyłam w przeświadczeniu, że tak po prostu musi być. Byłam przekonana, że życie w czystym i uporządkowanym domu oznacza brak okruchów na dywanie, naczyń w zlewie i poukładane na kanapie poduszki. Każdego dnia jeździłam na odkurzaczu, czasami nawet dwa razy dziennie. Z podłogi można było jeść (oczywiście przed pojawieniem się w domu zwierząt) a szyby w oknach były zawsze tak czyste, że niektórzy mieli wątpliwości czy okno jest otwarte czy zamknięte. Ubrania powieszone kolorami, książki od największej do najmniejszej i tematycznie. Dokumenty, instrukcje obsługi, gwarancje, wypisy i wyniki badań – miliony kartek. Miliony zdjęć, pamiątek –  to wszystko w setkach pudeł. Kiedy już kończyłam sprzątanie mieszkania na jednym końcu, okazywało się, że na jego początku już wypada odkurzyć i umyć podłogę. Kiedy dojeżdżałam do centrum dochodziło kilka nowych faktur, parę nowych nabytków ze śmietnika, pięć kartonów i trzy filiżanki. Czułam się źle i wciąż wyrzucałam sobie, że brak mi organizacji, że jestem bałaganiarzem, że wciąż nie mam czasu. Wciąż powtarzałam sobie, że jeszcze tylko zrobię to i to, a potem w końcu odpocznę, spędzę czas z dziećmi, pójdę na dłuższy spacer… ten czas nie nadchodził.

Z pomocą przyszła siostra – nie nie myślcie, że zakasała rękawy i kupiła mi komplet worków na śmieci w rozmiarze xxl. Kupiła mi za to książkę o tajemniczym tytule DAN-SHA-RI Jak posprzątać, by oczyścić swoje serce i umysłOtworzyłam książkę na przypadkowej stronie, a moim oczom ukazało się takie zdanie – „Odnaleziona sztuczna szczęka okazją do pogodzenia się ze śmiercią męża.” – uśmiechnęłam się do Alicji, ale w środku pomyślałam, że chyba to nie jest książka dla mnie. Coś jednak kazało mi do niej po kilku dniach zajrzeć – kiedy zaczęłam czytać, z każdą stroną zaczynałam rozumieć gdzie tkwi mój problem. Zorientowałam się, że moim problemem nie jest ani brak organizacji, ani bałaganiarstwo – żadnej z tych rzeczy nie można mi przecież zarzucić. Moim problemem jest zbieractwo, notoryczne przywłaszczanie rzeczy, które wrastały we mnie, niemożność pozbycia się czegokolwiek.

Zbieractwo nie musi oznaczać braku przejścia w przedpokoju i robali wychodzących spod stosów od lat nie ruszanych kartonów. To taka przypadłość, która może zdarzyć się każdemu nawet takiemu pedantowi jak ja. Z czasem jednak zaczynamy się dusić, tracimy kontrolę, a potem do masakry w mieszkaniu już cienka granica. Zdanie sobie sprawy z problemu to jednak dopiero pierwszy krok – kolejnym ma być rozpoczęcie procesu pozbywania się. Ale jak to zrobić kiedy mi się strych marzy, taki pełen pudeł, tajemnic i niepotrzebnych nikomu rzeczy…i może jeszcze piwnica… taka mroczna, ze starą szafką, narzędziami dziadka, i walizkami ciotki z Ameryki…

METODA DAN-SHA-RI

Dla mnie osobiście dan-sha-ri brzmi jak mantra. Jedno i drugie ma na celu zyskać harmonię być może dlatego tak łatwo było mi zaśpiewać to kilka razy i pomyśleć w ten sposób. Czym jednak jest ta metoda? To technika selekcjonowania przedmiotów tak, by nie tylko zobaczyć co tak na prawdę zalega w pudłach, ale przede wszystkim poznać siebie i swój stosunek nie tyle do tych przedmiotów, ale do życia i sytuacji jakie nas w tym życiu spotykają.  Przecież to właśnie porządek w przestrzeni jaka nas otacza sprawia, że mamy również porządek w duszy, w sercu i w życiu.

DAN – odrzucenie, SHA – wyrzucenie, RI – uwolnienie

Okazuje się, że zrozumienie mechanizmów jakie targają nami zbieraczami nie jest trudne, trudniejsze jest działanie. Jednak wystarczy jeden mały krok, by poczuć oczyszczającą moc i dać się ponieść. Wystarczy nam dojść do momentu, w którym zaczynamy rozumieć, że w centrum nie może być przedmiot, że w centrum muszę być JA. Dan-sha-ri nie jest techniką sprzątania. Sprzątanie to przecież odkurzanie, mycie podłóg, układanie – robiłam to non stop – jednak robiłam to tak często przez ilość przedmiotów. Dan-sha-ri to USUWANIE. 

Nie chcę Wam streszczać tutaj książki, ale chcę Wam pokazać w jaki sposób ja postanowiłam poradzić sobie ze zbieractwem. Nie byłabym sobą, gdybym nie miała jakiś „ale”. Jestem cholernie sentymentalna i są przedmioty, które wg. metody powinnam usunąć, ale nie zrobię tego choćby nie wiem co. Najważniejsze to odgruzować przestrzeń pozostając w zgodzie ze sobą. Nie lubię popadania w skrajności, dlatego postanowiłam znaleźć złoty środek i uporządkować swój dom i swoje życie nie zatracając prawdziwego JA.

1. NIE PRZEWRACAM DOMU DO GÓRY NOGAMI

Za każdym razem gdy podejmowałam decyzję o kompletnym odgruzowaniu domu robiłam w nim rewolucje. W praktyce oznaczało to, że wcześniej bądź co bądź w miarę uporządkowane rzeczy, wyrzucałam z regałów, szaf na środek, siadałam i zaczynałam proces selekcji. Przez cały dzień siedziałam w stertach rzeczy, których nie potrafiłam wyrzucić, miałam bałagan jakiego wcześniej nie było i żadnych efektów. W rezultacie wszystko znowu lądowało w pudłach, a ja miałam poczucie straconego czasu. Jeśli wezmę pod uwagę, że za każdym razem coś przy tym zniszczyłam, rozwaliłam, pobrudziłam – miałam wrażenie, że przynosi to więcej szkód niż pożytku. Dlatego tym razem postanowiłam rozpocząć swoje działania bez rewolucji. Zaraz obok kuchni mam spiżarnię i pralkę, które zamieniły się w prawdziwy magazyn. Zaczęłam od jednej półki, a właściwie jednego pudła. Okazało się, że mając przed oczami mniejszą ilość szpargałów potrafiłam bez problemu pozbyć się większości z nich. Pozostałe włożyłam do innego pudła, a to które uporządkowałam wywaliłam. Im mniej pudeł i możliwości schowania zachomikowanych rzeczy, tym lepiej.

2. ANALIZUJĘ PRZYDATNOŚĆ

Po uporządkowaniu zaledwie jednego pudełka rozejrzałam się i postanowiłam wynieść to co w tym momencie jest mi nie potrzebne. W każdym rogu stały bowiem listewki, deski, tyczki i drewniane elementy, które czasem zdarza mi się wykorzystywać do projektów DIY. W ogrodzie jest szopa więc to znacznie bardziej odpowiednie miejsce na tego typu rzeczy. Przyszła kolej na ubrania „robocze”. Okazało się, że ubrań do pracy w warsztacie, na działkę i do malowania mamy więcej niż tych normalnych. Całe stosy wyciągniętych koszulek, spodni w różnych kolorach farb, swetrów, które pamiętały naszą młodość – co z tego, że wszystko starannie poukładane kiedy zajmowało tyle miejsca. Zostawiłam po jednej kurtce, swetrze, dwie koszulki i parze spodni – wyrzuciłam cztery ogromne worki całkowicie nieprzydatnych ciuchów, a właściwie śmieci. Tą samą zasadę zastosowałam w kuchni, a konkretniej przy szkle. Na półkach były dziesiątki kieliszków, szklaneczek itp. pierdół, ale żadnego kompletu. Jak już znalazły się dwa równe to był sukces. Pozbyłam się 90% szkła, którego używałam może raz w życiu, a niektórych nigdy.

3. SENTYMENTY POD KONTROLĄ

Wszystko co ma jakąś historię było dla mnie cenniejsze niż złoto. Krzesło, miska, kasety magnetofonowe, vhs-y, obrazki, butelki. Mogłabym tak wyliczać w nieskończoność. Po wielu godzinach analiz okazało się, że potrafiłam dopisać historię przedmiotom, które wcale jej nie miały. No bo jaką wartość choćby sentymentalną mogą mieć kasety magnetofonowe, których już nawet nie można odtworzyć albo vhs-y, których nie ma na czym obejrzeć? Krokiem pierwszym było znalezienie miejsca gdzie nasze rodzinne nagrania vhs zostaną zgrane na płyty. W ten sposób pozbyłam się dwóch kolejnych ogromnych kartonów. Przez ostatni rok po wyjazdach czy śmierci bliskich, w moim domu znalazły się trzy gramofony – żaden nie działa. Jaki jest sens trzymania starych niedziałających sprzętów. Postanowiłam, że zatrzymam jeden – ten który podarowała mi babcia – stare niebieskie Bambino, które wygrywało pocztówki dźwiękowe kiedy mój tato był mały. Ważne jest by zostawić rzeczy, które na prawdę mają jakąś historię – coś co stało u cioci, którą widziałeś dwa razy w życiu na serio nie jest nie zbędne (chyba, że jest niespotykanym antykiem, za który musiałbyś zapłacić krocie). Pocztówki? Czy na serio musimy przechowywać kartki świąteczne z życzeniami z ostatnich 20 lat? Zostawmy dwie najważniejsze, na których jest coś poza zdaniem z życzeniami „Zdrowych, wesołych świąt”.

4. WYRZUCANIE NIE UPYCHANIE

Przestałam upychać. Jeśli coś nie jest mi potrzebne po prostu to wyrzucam. Chyba nie sądzisz, że nagle wydarzy się coś co sprawi, że będziesz potrzebować pięciu kartonów po butach, które właśnie kupiłeś dzieciom przy okazji zmiany pory roku. Nooo bo ja np. zawsze myślałam, że może się do czegoś przydadzą. A może dziecku do szkoły, a może na jakieś DIY – dorobiłam się ich sporej kolekcji i starannie układałam jakbym grała w tetris. Podczas ostatnich miesięcy przydał mi się jeden… to chyba mówi samo za siebie. Zbierałam także rolki od papieru toaletowego, a że papier schodzi u nas prawie jak woda to nazbierało się tego całkiem sporo. Swoją drogą zawsze zastanawiam się jak to jest, że ten papier znika w takim tempie. Plastikowe nakrętki, baterie… jakby nie można było wrzucać tego w pojemnikach, które są u dzieci w szkole i przedszkolu. Nie upycham – to takie moje noworoczne postanowienie – pozbywam się na bieżąco.

5. LISTY ZADAŃ

Listy zadań zaczęłam stosować już w zeszłym roku. Każdej niedzieli sporządzam listę zadań na cały tydzień z podziałem na konkretnie dni tygodnia. Skoro sprawdzają się w każdej innej sferze to postanowiłam zastosować tą metodę także w przypadku porządkowania przestrzeni domowej. Jako, że wykluczyłam już przewracania domu do góry nogami i działam małymi krokami to łatwiej będzie mi działać z kartką w ręku. Odczuwam ogromną satysfakcję kiedy mogę odhaczyć kolejne wykonane zadanie i często zmotywowana tym wykonuję zadania przeznaczone na inne dni. Warto spisać sobie w punktach co jeszcze musimy ogarnąć – dokumenty, ubrania, zabawki itd.

6. NIE ZMUSZAM SIĘ DO PORZĄDKOWANIA

Jeśli czuję, że dzisiaj nie jest mój dzień to najzwyczajniej w świecie zabieram się za coś innego. Najgorszą z możliwych rzeczy jest zmuszenie się do sprzątania czy porządkowania. Po pierwsze nasza praca nie będzie raczej efektywna, będziemy to robić powolnie, nie dokładnie i od niechcenia. Po takiej pracy satysfakcja również jest wątpliwa, a to wszystko sprawi, że po takim dniu zostaniesz z robotą do poprawki i poczuciem straty czasu. Nadrobisz innego dnia, spokojnie – możesz mi wierzyć, że nazbierane szpargały same Cię nie opuszczą 😉

7. ZANIM COŚ ZABIORĘ DO DOMU ZASTANAWIAM SIĘ 10 RAZY

Nawet sobie nie wyobrażacie ile rzeczy na mnie ostatnio patrzyło. Ile cudnych przedmiotów błagało mnie bym zabrała je domu. Nawet nie chcę wspominać o olx – aplikacja pokazuje mi kilkanaście rzeczy dziennie, którymi powinnam być zainteresowana. Myślę sobie, że jest początek roku i wielu ludzi pozbywa się śmieci z nadzieją, że inni je przygarną. Gdybym nie zmieniła swojego sposobu myślenia pewnie znowu byłabym bogatsza o 3 krzesła, 2 taborety, 5 płyt winylowych i kwietnik (tak płyt winylowych… tak dobrze pamiętacie, że mam aż trzy adaptery i żaden nie działa). Ta sama zasada tyczy się wyprzedaży – uwierzycie, że jeszcze nie byłam. Mimo miliona sms-ów z sieciówek z dekoracjami, mebelkami i pierdami do domu nie byłam nigdzie. Raz prawie już weszłam na stronę www, ale internet padł i pomyślałam, że opatrzność nade mną czuwała. Nie kupiłam żadnej podkładki pod talerz, setnego wazonika i serwetki – jestem z siebie dumna.

8. WALCZĘ Z TWIERDZENIEM „MOŻE SIĘ PRZYDA”

Cały czas walczę z twierdzeniem „może się przyda”. Dotyczy on wszystkiego. Jeśli chodzi o ciuchy jestem minimalistką – mam kilka standardowych zestawów ciuchów, a na zakupy chodzę tylko wtedy jak potrzebuję czegoś konkretnego. Mam jednak problem z pozbywaniem się starych. Wciąż mam za plecami, że może na dziurę coś naszyję, że może spodnie przerobie, a może będzie trzeba coś dzieciom na przedstawienie przerobić. W ten sposób mam w szafie 6 sztuk tego co noszę i dziesiątki ciuchów, których nigdy nie założę. Szafa ubraniowa jeszcze przede mną więc nie podzielę się doświadczeniami, ale możecie trzymać za mnie kciuki bo ruszam z nią w przyszłym tygodniu i przewiduję kilka sporych worków. To samo dotyczy jednej z moich szuflad z notesikami i długopisami i popsutymi kartami do aparatów albo szafki z kablami –  z kablami do sprzętów, których nie ma.

9. CZY POTRZEBUJĘ TEGO AŻ TYLE?

Czy na serio potrzebujemy aż pięćdziesięciu ściereczek kuchennych? Przecież pierzemy co dwa-trzy dni, a to oznacza, że wystarczającą ilością będzie między pięć a dziesięć. To samo dotyczy innych przedmiotów. Warto przemyśleć, czy niezbędne jest przechowywanie tak ogromnej ilości. Żyjemy w czasach kiedy nie musimy się martwic o zdobycie ręcznika, pościeli czy płynu do naczyń. Nie musimy magazynować i  przechowywać hurtowych ilości. Chyba, że chodzi o papier toaletowy, który schodzi w takich ilościach jak u mnie 😉

10. MOIM ŻYCIEM NIE RZĄDZĄ PRZEDMIOTY

Najważniejszym jest jednak to by przedmioty nie objęły władzy nad naszym życiem. Trzeba odnaleźć w sobie harmonię, nie dać się martwym przedmiotom i nauczyć cieszyć się dniem, każdą chwilą, celebrować te chwile i ustalić priorytety. To od nas zależy czy spędzimy życie zależni od przedmiotów czy nauczymy się odłożyć pewne rzeczy i każdego dnia znaleźć kwadrans na herbatę i książkę.

 

Każdego dnia pozbywam się czegoś i wcale nie czuję się z tym, źle. Jeśli co do czegoś mam wątpliwość wstrzymuję się do następnego dnia i podejmuję decyzję. Czuję powoli jak przez naszą spiżarkę, pralnię i niektóre szafki zaczyna wiać delikatny wiatr, który przynosi świeżość. Zaczyna mi się jakoś lepiej oddychać i jestem spokojniejsza. Często oglądałam amerykańskich zbieraczy nie mogących przejść przez własne mieszkania i dziwiłam się jak tak można. Dzisiaj wiem, że to tylko kwestia czasu, że to co oglądałam było często owocem kilkudziesięciu lat niemocy i problemów. Życie to nie martwe przedmioty, to nie wyprzedaże i pełne pudła. To co najwspanialsze nosimy w sobie, a graty w domu to graty w duszy. Książka Dan-Sha-Ri wyjaśnia mechanizmy i powody pewnych postępowań, uświadamiając nam problem i sposób walki z nim. Ja postanowiłam trzymać się swoich 10 punktów, które każdego dnia chronią mnie przed kolejną złą decyzją, a tym samym przed chomikowaniem. Wiele lat tłumaczyłam, że tak lubię, że tak chcę, że jestem sentymentalna, że lubię starocie – prawda jest jednak taka, że nawet nie wiem kiedy pozbyłam się całkowicie miejsca na przechowywanie, a mam 100 metrowe mieszkanie. Nawet nie wiem kiedy straciłam kontrolę i przestałam się nabytkami cieszyć, zaczęły mnie one przytłaczać. Nie dajmy się przedmiotom.

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.