Siedzisko do przedpokoju – DIY.

Kupić w sklepie gotowy mebel to nie sztuka. Wystarczy pełny portfel, kilku-godzinny spacer po sklepie realnym lub w sieci i masz. Osobiście nic nie sprawia mi tak ogromnej radości jak dawanie starym przedmiotom nowego życia. Tym razem przyszła pora na starą komodę, która zamieniła się w siedzisko do przedpokoju. Jak szybko z niechcianej szafy zyskać oryginalny mebel? Zobaczcie!

 

Komoda z płyty w drewnianej okleiny z drewnianymi frontami w moich myślach była już chyba wszystkim. Kiedy przyśniło mi się siedzisko wiedziałam, że nie może być już niczym innym. Jak to zwykle ze mną bywało w amoku nie zrobiłam zdjęć krok po kroku, ale postaram się Wam wyjaśnić najprościej jak się da co takiego robiłam krok po kroku.

Komoda przeszła swoją pierwszą metamorfozę jakieś 5 lat temu, kiedy to miałam fazę na białe… i nie mówimy tu o narkotykach choć przyznaję, że uzależniło mnie to okrutnie. Był taki czas, że bieliłam wszystko co wpadło mi w ręce. W każdym razie komoda zmieniła wtedy swój make-up by teraz po prawie 5 latach przejść prawdziwą operację. A skoro o operacji mowa to wiadomo… bez cięcia się nie obeszło.

Po pierwsze odkręciłam drzwiczki i schowałam (wiadomo, że prędzej czy później coś z nich wyczynię). Następnie pozbyłam się płyty z tyłu komody. Kolejnym krokiem, chyba tym najpoważniejszym było odcięcie piłą tej części komody, która znajdowała się 10 cm ponad szufladami. W taki oto sposób powstała moja baza. Miejsce przecięcia zakryłam drewnianą kantówką przyklejając ją na mocny klej do drewna. Nie byłoby to konieczne gdyby boki były drewniane, wtedy wystarczyłoby ładnie zeszlifować. Niestety tutaj boki były oszukana płytą z drewnianą okładziną więc trzeba było wymyślić coś co będzie wyglądało estetycznie.

Tak powstałą bazę potraktowałam czarną farbą akrylową z połyskiem dwukrotnie. Szuflady pierwotnie chciałam zeszlifować do żywego, jednak w trakcie prac okazało się, że biała farba akrylowa sprzed pięciu lat pięknie zaznaczyła słoje. Poprzestałam na zeszlifowaniu wierzchniej warstwy i przykręceniu czarnych gałek. Tak powstałe siedzisko stało dłuższy czas bez poduchy…

Miesiąc wybierałam odpowiednią tkaninę. Miała być idealna. Najpierw szukałam wzorów florystycznych i botanicznych by w ostateczności po miesięcznej walce z milionem otwartych na kompie zakładek wybrać. Spojrzałam na moje stare, ukochane kostki z napisem HOME i stwierdziłam, że to jest ta kolorowa baza, której szukałam. Dwie godziny później odnalazłam tkaninę idealną.

Oczywiście odnalezienie jej to zasługa mojej wspaniałej sąsiadki, która prowadzi Lniany Dom. To ona wskazała mi marki tkanin o jakich nie miałam pojęcia, pokazała wzorniki a następnie sprowadziła tę jedyną z Anglii i stworzyła poduchę idealną.

Ta cudowna tkanina pochodzi ze Studia G. i ma wdzięczną nazwę Maya, można ją znaleźć w kilku kolorach. Koszt może wydawać się niektórym wysoki. Pomyślałam jednak, że skoro mam bazę za darmo to mogę pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa. Nie żałuję. Pięknie współgra z moimi klockami i chyba robi całą robotę w tym minimalistycznym małym przedpokoju.

 

KOSZT METAMORFOZY:

 

komoda – 0 zł

czarna farba akrylowa z połyskiem – 25 zł

tkanina na siedzisko – 130 zł

RAZEM: 155 zł

 

Tak wyglądała komoda w swoim pierwszym i drugim życiu.

 

 

A tak wygląda siedzisko narodzone z komody.

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.