Rewolucje na kwarantannie cz 2

Kwarantanna trwa więc i rewolucje na kwarantannie mają swoją kontynuację. Znowu będzie szafa, znowu będą kolory i znowu będzie kilka wspomnień. Czyli wszystko to co lubię najbardziej.

Garażowa szafa

Szafa jak szafa – drewniana, przedwojenna tylko smród inny niż ostatnio bo zamiast naftaliną śmierdziała ropą. Dziadek trzymał w tej szafie metalowe kanistry z ropą nie dlatego, że coś ukrywał, ale dlatego, że od wielu wielu lat była to szafa garażowa. Do domu babci i dziadka, a raczej do garażu przywędrowała z drugiej strony ulicy. To tam mieszkali moi pradziadkowie (rodzice dziadka). Początkowo im służyła, a kiedy dorobili się nowej ta zajęła miejsce w garażu i stała się schowkiem na kanistry z ropą, oleje samochodowe i inne tłuste, niezbyt pachnące cuda. Od 20 lat stała w szopie i powiedzmy, że trochę się wietrzyła. Kiedy dziadek odszedł naturalnym dla mnie było zabranie jej do siebie. Teraz kiedy czas epidemii, a w moim domu prawdziwe rewolucje na kwarantannie to przyszła na nią pora. Szafa ma około 90 lat i nikt się chyba nie spodziewał, że z garażu trafi jeszcze na salony.

stara szafa

Z szopy na salony

Ostatnie kilka miesięcy szafa stała otwarta na zadaszonym tarasie i praktycznie wywietrzyła się już całkowicie. Biorąc pod uwagę, że znowu chciałam żeby było szybko, teraz i już – metamorfoza trwała jeden wieczór… Jeśli nie widzieliście jeszcze 1 części rewolucji na kwarantannie to koniecznie zobaczcie bo tam wyjaśniam mechanizm mojego szybkiego działania i przywracam do życiu starą komodę => Rewolucje na kwarantannie cz1. Trochę oczywiście czuć ją starością ale się cudownie wspólnie z mieszkaniem przenikają zapachami. Po kobaltowej farbie przyszła pora na zieleń i to taką soczystą niczym trawa po deszczu. Szafa była w stanie opłakanym. Dziurki po kornikach stworzyły niepowtarzalny wzór, a ozdobne rzeźbienia kruszyły się od samego patrzenia. Usunęłam te na bokach i sztukując zostawiłam je tylko na froncie, Na zielono pomalowałam nawet wnętrze, ale zostawiłam drzwi. Lubię kiedy jeden z elementów starocia pozostaje nietknięty i przypomina o swoim dawnym życiu.

Na zielonej łące

Skoro już wygrzebałam tą zieloną farbę, która podobnie jak poprzednio kobaltowa była farbą do ścian to machnęłam od razu kuchenną ławkę. W końcu kuchnia pozostawała jedynym miejscem bez zieleni (poza pokojami dzieci). Jeszcze sporo jej zostało i zamierzam jeszcze do wakacji pomalować pokoje dzieci używając wszystkich resztek jakie mam w domu. Początkowo pomyślałam, że skoro farby do ścian na meblach są jaśniejsze to ta zieleń może być zbyt zielona. Ale kiedy szafa była gotowa, a do salonu zajrzało słońce wiedziałam, że to idealny odcień zieleni. W środku szafy też jest zielono, a brązowe zostały jedynie półki – które zresztą zrobione zostały ze starej szkliwionej meblościanki.

Centrum druku i przechowywania sprzętu

W naszym salonie szafa ze schowka na ropę awansowała do schowka na drukarki i sprzęty komputerowe. Kiedy w tylnej ściance szafy zobaczyłam wygryziona przez myszy tudzież inne gryzonie dziurę, od razu wiedziałam, że tamtędy pójdzie kabel. Rozwiązał się dla mnie odwieczny problem z drukarką, kablami, aparatami i innymi sprzętami. Teraz otwieram szafę, drukuję i wszystko co potrzebne mam pod ręką. Zapakowałam do niej również wszystkie płyty cd, które do tej pory były w biblioteczce – zwalniając tym samym prawie dwie półki. To sprowokowało porządki w księgozbiorze i pojawiło się miejsce na nowości – idealnie. Szafa stała się także przyczynkiem do przemeblowania i mój salon nabrał zupełnie nowego wyrazu.

Stara szafa

Zapewniam Was, że to jeszcze nie koniec rewolucji 😉

Do szybkiej metamorfozy użyłam farby lateksowej do ścian i sufitów Luxens w kolorze ‚butelkowa zieleń’ oraz lakieru do wnętrz altax.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.