Rewolucje na kwarantannie cz 1

Rewolucje na kwarantannie to dobry sposób na to by czas mijał nam szybciej, a z piwnicy, poddasza tudzież innej skrytki poznikały resztki farb, desek i innych duperoł. Stara szafa na kwarantannie siedziała na tarasie dobrych kilka miesięcy. Teraz kiedy kwarantanna objęła pół świata przyszła pora na jej przemianę.

Krótka historia szafy

Ile ma lat? tego nie wie dokładnie nikt. Wiadomo jedynie, że należała do rodziców mojej babci i pamięta powojenny czas wiec z moich skomplikowanych obliczeń wynika, że ma około 80-tki. Z Czerska jednak przywędrowała do Białowieży gdzie już jako dorosła mieszkała moja babcia. Ja będę ją pamiętać z najlepszego czasu dzieciństwa, kiedy to stała w domku letnim (zrobionym z chlewika). Śmierdziała wtedy naftaliną tak bardzo, że można było bezkarnie palić tam papierosy. Była wypełniona okularami i ciuchami z poprzedniej epoki i często mimo tego smrodu przymierzałyśmy je z kuzynkami. Potem dziadkowie przeprowadzili się, a ta cudna bieliźniarka znalazła się w pokoiku dziadka – macałam ją każdego razu będąc tam i wąchałam choć naftalina już praktycznie wywietrzała do zera. Wcześniej kiedy byłam dzieckiem czy nastolatką nie robiła na mnie wrażenia, ale potem kiedy byłam już dorosła pozwalała mi cofać się w przeszłość i wspominać.

Ocalona przed spaleniem

Kiedy dziadek odszedł meble z jego pokoju miały zostać wywiezione przez jakąś ekipę wraz ze złomem. Nigdy bym na to nie pozwoliła mimo, że żaden z tej szafy antyk, a stan średni to i tak zbyt duże słowo. Jednak sentyment ii miłość do staroci zawsze przeważają szalę. Nie jest problemem przygarnąć mebel z wyższej półki, w idealnym stanie i z nazwą prosto z albumu o designie. A takich staroci zazwyczaj nikt nie chce – i chcąc nie chcąc lądują na stosie jak czarownice.

Szybko, prosto, teraz, już!

Nie jestem typem człowieka, którego pomysły są długie w realizacji, Oczywiście skłamałabym, że są dla totalnie leniwych – bo leniwi nie znoszą do chałupy staroci, nie robią co chwile remontu i w dupie mają wszelkie DIY. Jednak jestem w gorącej wodzie kąpana. Muszę mieć szybko, prosto, teraz i już. Kiedy jako nastolatka malowałam obraz to jak zaczęłam musiałam skończyć – dlatego nie zabierałam się nigdy za dzieła, które wymagały by na mnie kilku dni lub jeszcze gorzej tygodni pracy. Zawsze miałam świadomość, że Matejko to ze mnie żaden nie będzie, choć 2 lata na namalowanie „Hołdu Pruskiego” to nie tak wiele biorąc pod uwagę wymiary dzieła (prawie 4 na 9 metrów). Choć w sumie… jak policzę powierzchnię ścian, mebli i innych pierdół, które pomalowałam w życiu to myślę, że Matejko mógłby się ode mnie uczyć.

Właśnie sobie pomyślałam, że może skoro już swoje działania nazywałam rewolucje na kwarantannie to i jakiś obraz namaluję…

Koniec reguł

Zdradzę Wam dzisiaj sekret – długo wstydziłam się o tym mówić bo teraz każdy taki specjalista od wszystkiego, że strach się odezwać. Najgorzej kiedy robisz bloga o wnętrzach – zaraz ktoś Ci napiszę, że się nie znasz bo dywan 40 cm za bardzo wystaje, a firany przy takim a takim oknie to powinny być dłuższe lub krótsze. Tak trochę do pożygu już z tymi poradnikami… co wypada, jak być powinno. Ja tam lecę pod prąd totalnie tak jak mi w duszy gra i nie sprawdzam 10 razy czy to zgodne z zasadami projektowania. A co do sekretu to już zdradzam – otóż wiem, że za chwilę padnie milion pytań o farbę… to farba do ścian. Często stosuje ten patent i bardzo sobie chwalę. Po wyschnięciu przypomina farby kredowe, ale ja przeciągam to jeszcze lakierem i sprawdza się to zupełnie tak samo świetnie jak wszystkie farby przeznaczone do mebli. Normalnie wyciera się kurze i normalnie zrobi się rysa jak walniesz krzesłem z impetem. Jest to świetna opcja oszczędnościowa, bo zawsze, ale to zawsze zostają mi resztki po malowaniu ścian. Spostrzeżenie jest takie, że zawsze na meblu odcień jest jaśniejszy niż na ścianie co można zobaczyć na załączonych obrazkach bo jedną ze ścian nad tapetą także przeciągnęłam tą farbą 😉

Kryzys pobudza wybraźnię

Ograniczenia zawsze pobudzają kreatywność. Co prawda sklepów budowlanych nie pozamykali ale w związku z moją obniżoną odpornością i tymczasowym brakiem pracy postanowiłam nie ruszać się nigdzie i nie wydawać kasy, której nie mam. Rewolucje na kwarantannie nie muszą być wcale niemożliwe. Na szczęście co jakiś czas zwożę sobie starocie, które ludzie skazują na śmierć i przechowuję resztki farb itp. Dzięki temu umilam sobie ten trudny czas robiąc rewolucje. Szafkę spadkową pomalowałam pomijając drzwiczki, żeby nie zapomnieć jej oryginalnego wyglądu. Nie kitowałam dziurek, nie cudowałam z nowymi nogami – została taka jak ją stolarz kiedyś stworzył, tylko się ciut odpicowała 😉

W trakcie tych zmian zauważyłam jeszcze jednej ogromny plus. Od dłuższego czasu chwalę sobie kiedy w całym mieszkaniu 2-3 kolory pojawiają się prawie wszędzie. Dzięki temu w końcu zielony poza sypialnie wyjechał na salony i do kuchni, ale o tym w następnym rewolucyjnym wpisie. Tymczasem jeśli Ci mało to wskocz tutaj – także pisałam o podejściu do staroci.

Do zobaczyska! #zostanwdomu

A rewolucje na kwarantannie wyglądały tak 😉

Farba Dulux Easycare – ‚granat pierwsza klasa’

Lakier do wnętrz altax

2 thoughts on “Rewolucje na kwarantannie cz 1”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.