Pokój dziewczynki – kącik małego odkrywcy.

Wprowadzanie zmian w otoczeniu zawsze łączy się w moim przypadku z przemianą wewnętrzną. Każda zmiana w naszym domu czy ogrodzie związana była i jest bezpośrednio z tym co dzieje się w mojej duszy. Nie mając komfortu nieograniczonych finansów często muszę wykazać się pomysłowością, wyobraźnią, umiejętnościami manualnymi lub po prostu bardzo rozłożoną w czasie pracą.

 

Radykalnych zmian kolorystycznych czy też tych dotyczących funkcjonalności mojego mieszkania zaczęłam dokonywać będąc w ciąży z Millą. Instynkt wicia gniazda był tak silny, że pozostał we mnie do dziś. Pokój dla dziewczynki, a konkretnie mojej córki Milli jest pierwszym projektem, rozłożonym tak bardzo w czasie i cały czas nabiera kształtu. Długi czas jest spowodowany ograniczonymi zasobami finansowymi. Trzeba sobie jakoś radzić, więc staram się poszukiwać tańszych odpowiedników, tkanin z których sama szyję dodatki lub starocie, którym przywracam własnoręcznie dawny blask.

Mam w głowie projekt i plan na każdy zakątek mojego mieszkania i zapewne minie jeszcze wiele lat zanim uzyska ono wygląd z moim marzeń. Mając chwilę czasu na bycie ze sobą samą znalazłam jeden z powodów moich dołów. Okazało się, że moje marzenia o zmianach w domu i ogrodzie znacznie wyprzedzają i przewyższają możliwości zarówno te finansowe jak i te czysto fizyczne. To spowodowało, że stałam się nieszczęśliwa. Fakt, że nie mogę czegoś zmienić, zrobić tu i teraz zaczął mnie przytłaczać a tym samym rzucał się cieniem na życie rodzinne i zawodowe. I nie chodzi tu o to, że jestem rozpieszczona i tupię nóżką kiedy nie mogę czegoś mieć. Chodzi tylko o to, że w natłoku codziennych spraw, w tym pędzie chciałabym mieć czasem możliwość zrobienia tego co mi się marzy tu i teraz. Z drugiej jednak strony chyba to oczekiwanie i ciężka praca by uzyskać pożądany efekt powodują tą niesamowitą radość i dumę. Bo przecież to na co się tak ciężko pracuje, na co się tak długo czeka cieszy podwójnie. W każdym razie postanowiłam, że marzenia o posiadaniu nie mogą i nie będą na pierwszym miejscu. Zdrowe podejście do codziennych spraw wróciło a ja dopieściłam kolejny kąt pokoju.

Pokój Milli prawie gotowy. Tym razem zabrałam się za dopieszczenie kącika z drzewem i płotkiem. Jeśli ktoś nie widział jak przebiegały prace i jak pokój wyglądał przed i po zmianie zapraszam do postu „Biały, szary i żółty – czyli minimalizm podszyty przepychem”. Na drzewie zawisły ramki ze zdjęciami kupione w sieciówce i ptasi drewniany domek zakupiony za kilkanaście złotych w markecie budowlanym. Płot został przyozdobiony pięknymi kulami świetlnymi od Cotton Ball Lights oraz doniczkami pełniącymi funkcje pojemników na przybory artystyczne. W kulach zakochałam się dawno, a teraz je mamy i nie mogę oderwać od nich oczu. Miejsce do prac manualnych, zabaw w serwowanie obiadu czy pierwszej nauki wypełniła drewniana ławka i stolik od Pinio. Otwierana ławka pełni również funkcję pojemnika na pluszaki. Całość pięknie dopełniły cudowne aksamitne poduchy prosto z Lnianego Domu, które zastąpiły wcześniejszy wiklinowy fotel.  Poduchy pełnią rolę niebanalnego siedziska a Milla chętnie wykorzystuje je w swoich zabawach. Jako miłośnik strojenia okien w końcu zebrałam się w sobie i uszyłam ozdobne zasłonki.

Czego jeszcze brakuje. Sensownego miejsca na posegregowane zabawki, tak by pokój nie stracił przestrzeni i był funkcjonalny- coś czego potrzebuję by tego dokonać już do nas jedzie i w przyszłym tygodniu podzielę się tym z wami. Do tej pory zabawki chowaliśmy w wiklinowych białych koszach ale te kruszą się i zajmują dużo miejsca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.