Malowanie płytek – czy warto się za to zabrać?

Najczęściej zadawane pytanie to malowanie płytek – czy warto się za to zabrać? Wciąż wiele osób się waha. Chcę przedstawić Wam wszystkie za i przeciw by rozwiać wszelkie wątpliwości.

Malowanie płytek nie było pestką a istnym horrorem. Przynajmniej kilka razy chciałam popełnić sepuku przy użyciu wałka flokowego, co nie byłoby zapewne dość efektowne. Cały przebieg i czynności jakie trzeba wykonać znajdziecie w tym oto wpisie => MALOWANIE PŁYTEK CERAMICZNYCH.

Jeśli natomiast chcecie zobaczyć efekt końcowy metamorfozy bo jakimś cudem Was to ominęło to z kolei musicie zajrzeć tutaj => METAMORFOZA ŁAZIENKI BEZ KUCIA I PYŁU. Już wtedy miałam zagrać tam drewnianymi dodatkami ale jakoś przez te dwa, a właściwie już prawie trzy lata się nie złożyło i chyba kwarantanna będzie odpowiednim czasem by coś tam dołożyć lub zmienić.

A teraz do rzeczy. Szczerze i bez ściemy opowiem o tym jak użytkuje się łazienkę z pomalowanymi płytkami i czy powłoka farby nie zaczyna żyć własnym życiem.

Łazienkę użytkujemy normalnie, co oznacza w praktyce nie oszczędzanie jej przed wodą i normalne sprzątanie. Ściany trzymają się całkiem nieźle – farba nie łuszczy się, nie odchodzi, nie pojawiły się także dziwne pęcherzyki powietrza, o których pisało mi kilka osób. To, że powłoka trzyma się tak dobrze to moim zdaniem odpowiednie przygotowanie podłoża – oczyszczenie przez odtłuszczenie. (poczytacie o tym w jednym z wyżej podanych wpisów). Początkowo do sprzątania używałam środków chemicznych do ceramiki dostępnych w sklepach, na dzień dzisiejszy używam eko środków domowej roboty => tutaj. Zarówno jedne jak i drugie nie uszkadzają powłoki farby choć zdarzało mi się szorować płytki nawet ostrą gąbką. Minusem może być zmiana odcienia białej farby na ścianie. Wyraźnie pożółkła co wielu osobom może przeszkadzać.

Czy są zatem jakieś minusy? Z podłogą sprawa wygląda troszkę inaczej i nie chodzi o to, że podłoże zostało źle przygotowane lub farba do podłogi jest gorsza. Sprzątanie także przebiega tak samo jednak pamiętajcie, że po podłodze w przeciwieństwie do ścian chodzimy. Samo chodzenie nie jest problemem ale już np. metalowa suszarka do prania, którą po niej szuramy owszem. Czasami także coś nam spadnie i póki jest to gąbka, ręcznik czy inny miękki przedmiot jest ok. Sprawa może się nieco skomplikować kiedy zaczynają nam spadać przedmioty ostre. Jednak cóż znaczy kilka rys na prawie 3 lata użytkowania – dla mnie to nie żaden problem.

Jest kilka podstawowych zasad, których należy się trzymać, żeby wszystko było tak jak być powinno. Złamałam jedną z nich malując miejsca z silikonem przy wannie – lenistwo wzięło górę. Potem chcąc naprawić swój błąd pokryłam tę część dodatkową warstwą silikonu. Niestety zamiast wygładzić łączenie wanna-ściana zrobiłam paluchem rowek. I tak jak zwykle miałam dokupić silikon i go wypełnić, czego do dzisiaj nie zrobiłam. W wyniku tego wiecznie zbiera się tam woda i rowek zrobił się już pomarańczowy. Nie popełniajcie tego błędu.

Podsumowując – czy polecam malowanie płytek ceramicznych. Tak i nie! Jeśli masz przedpotopowe płytki i brak porządnego remontu w bliskiej perspektywie to jak najbardziej polecam. Jeśli masz piękne, wysokiej klasy, ponadczasowe płytki w neutralnym wzorze lub kolorze to chyba lepiej sobie darować i zagrać dodatkami. Należy pamiętać, że operacja ta nie jest wieczna i prędzej czy później trzeba będzie zainwestować w porządny remont.

Myślę, że czas jaki już użytkujemy łazienkę warty był wysiłku i pewnie jeszcze dobre kolejne dwa lata nam posłuży. A potem znowu zaszaleje.

Mam nadzieję, że rozwiałam Wasze wątpliwości :*

A teraz kilka nieodpicowanych fotek nie robionych zaraz po metamorfozie, a wczoraj beż żadnego odpicowania. Wyraźnie widać, że biała farba zżółkła, ale aby tego uniknąć wystarczy zrezygnować z czystej bieli 😉 Widoczne w jednym miejscy także rysy po suszarce. To jedyne mankamenty 😉 Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.