malowanie płytek ceramicznych

Malowanie płytek ceramicznych – jak się do tego zabrać?

Łazienka spędzała mi sen z powiek. Nie mając możliwości remontu wyjście było tylko jedno – malowanie płytek ceramicznych to jedyne co mogłam zrobić. I nie żałuję, choć droga do efektu finalnego była długa, kręta i wyboista.

Zanim zabrałam się za malowanie przejrzałam dziesiątki stron, wpisów i porad. Trafiałam albo na same ochy i achy – jakież to malowanie wspaniałe i trwałe, by za chwilę trafić na pięć wpisów mówiących o tym jaka to ogromna tragedia – od samego malowania po użytkowanie. Nie znalazłam takiej normalnej opinii, która bez zbędnych skrajności w prosty sposób opisałaby nie tylko proces malowania, ale także doświadczenia w trakcie użytkowania. Postanowiłam stworzyć dla Was wpis z treścią jakiej mi brakowało, z prostymi radami, odczuciami i pomysłami.

 

ZANIM ZACZNIESZ MALOWAĆ

 

Moja łazienka jak na pomieszczenie tego typu jest dosyć spora. Ma ok 10m2 powierzchni, a płytkami pokryte są wszystkie ściany i podłoga. Robiąc ją od podstaw na pewno płytki zajęłyby znacznie mniejszą powierzchnię, ale skoro nie mam takiej opcji pozostało się z tym pogodzić i przygotować podłoże tak, by farba zechciała się na niej trzymać. Pierwszym krokiem był demontaż nieczynnego prysznica, wyniesienie mebli itp. oraz pomalowanie sufitu – na biało rzecz jasna 😉 Potem przyszła pora na czynności, które doprowadziły mnie co najmniej cztery razy do łez i szewskiej pasji.

  • pozbycie się silikonu

To bardzo ważne by pozbyć się starego silikonu. I nie chodzi o to by tylko zedrzeć jego grubą warstwę. Nawet wtedy zostaje na płytkach mikro-cienka warstwa, lekko tłusta w dotyku. Silikonu próbowałam pozbyć się na kilka sposobów – od kilku nożyków po specjalne preparaty. Bez skutku, na płytkach wciąż zostawał ślad. Udało mi się w końcu pozbyć tych śladów używając drobnego papieru ściernego. Doskonale poradził sobie ze smugami po silikonie i nie zostawił żadnych rys.

  • niwelowanie nierówności

Na niektórych płytkach były nie widoczne, ale wyczuwalne nierówności. Być może były to jakieś kawałeczki zaschniętej dziesięć lat temu fugi, akrylu lub silikonu – pojęcia nie mam. Pozbyłam się ich także używając papieru ściernego.

  • odtłuszczenie powierzchni

Płytki umyłam kilkukrotnie. Najpierw płynem do płytek, potem roztworem z octu i cytryny, a na końcu gorącą wodą. Przez chwilę pomyślałam, że już w tym momencie łazienka mega przejrzała, jednak marzenie o białej łazience było silniejsze.

MALOWANIE ŚCIAN

 

Malowanie rozpoczęłam od góry. Używałam małego flokowego wałeczka i farby V33 w kolorze białym. Początkowo malowałam fugę między czterema płytkami, a potem malowałam jednocześnie właśnie te cztery płytki, ale nie był to dobry sposób. W trakcie malowania okazało się, że najlepiej mi idzie i sprawdza się malowanie po jednej płytce i przeciąganie po fudze bokiem wałka. Mały pędzelek bowiem nie dawał rady, a większy zostawiał brzydki ślad. Cienkie warstwy być może mają średnie krycie, ale zapobiegają tworzeniu się zacieków i gwarantują idealną powierzchnię. Farba dosyć szybko zasycha, dlatego każdy zaciek czy nierówność należy od razu niwelować.

Po pomalowaniu ścian pierwszą warstwą byłam zmęczona i zawiedziona. ściany były tylko delikatnie pokryte, wszystko prześwitywało, a wizja malowania kolejnych warstw przyprawiała mnie o dreszcze. Najgorsza była myśl, że nie mam już odwrotu. Następnego dnia z samego rana po odczekaniu czasu dwa razy dłuższego niż proponuje producent zaczęłam nakładać drugą warstwę i to ona chyba doprowadziła mnie do największego wkurzenia, smutku i zwątpienia. Po jej nałożeniu nadal widział swoje płytki choć wcale przecież nie były ciemne. Miałam przez moment wrażenie, że to syzyfowa praca, która nigdy się już nie skończy.

Potem przyszła pora na trzecią… i czwartą warstwę… tak to zasadniczy minus tej farby. Jeśli mam być szczera to gdyby mi starczyło farby, czasu i cierpliwości malowałabym warstwę piątą. Wtedy zapewne byłoby idealnie, a tak choć inni tego nie widzą, ja widzę jednak brak tej warstwy w niektórych miejscach.

 

MALOWANIE PODŁOGI

 

Malowanie podłogi było przyjemnością. Serio! Sam relaks. Do podłogi zakupiłam również farbę V33 o kolorze biały pieprz. Myślałam,m że różnica między bielą a białym pieprzem będzie troszkę większa, ale biorąc pod uwagę fakt, że na podłodze miały być czarne wzory to wydawał się być idealny. Do farby przed użyciem dodaje się dołączony utwardzacz, który nadaje je odpowiednie właściwości. Musimy wyrobić się z malowaniem i poprawkami w 7 dni bo tylko tyle czasu te właściwości utrzymuje. Dla mnie jest to minus – bo zostało mi sporo tej farby, i być może po czasie wymyśliłabym jak jej użyć, a tak – zonk. Wróćmy jednak do samego malowania. Podobnie jak w przypadku ścian użyłam wałeczka flokowego i malowałam najpierw bokiem fugę a potem płytkę. Poszło super szybko. Zdecydowanie lepiej się nakłada i kryje niż ta do ścian. Na podłodze były ciemno brązowe płytki, a wystarczyły dwie warstwy by idealnie pokryć podłogę. Wtedy stwierdziłam, że było warto.

Podczas malowania łazienki zamieszkałam u rodziców – trwało to ok 5 dni. Potem miałam akurat kilkudniowy wyjazd do Warszawy dzięki czemu powierzchnia miałam czas odpocząć i wstępnie się utwardzić.

 

MINUSY

  • utwardzanie trwa ok. 21 dni – kilka dni po malowaniu spadł mi śrubokręt i od razu zrobiły się maleńkie ślady
  • przy ścianie potrzeba malowania wielu cienkich warstw mimo jasnych płytek

 

DOBRE RADY

  • oczyść dobrze powierzchnie – zarówno z nierówności, brudu jak i starych warstw, silikonu itp,
  • używaj małego wałeczka flokowego – nie kupuj najtańszych bo szybko się rozwarstwiają,
  • maluj po jednej płytce – jest dokładniej i szybciej,
  • nakładaj cienkie warstwy – lepiej więcej cienkich warstw, na grubej warstwie tworzą się nierówności,
  • farba do podłogi kryje zdecydowanie lepiej niż ta do ścian, ale można jej użyć tylko przez 7 dni – nie kupuj zbyt dużo bo się zmarnuje.

 

 

TRWAŁOŚĆ I UŻYTKOWANIE

 

Jeśli chodzi o trwałość i użytkowanie to na razie nie  napiszę Wam zbyt wiele. Myślę, że po upływie roku będę mogła szczerze powiedzieć czy malowanie płytek się sprawdza i czy warto się tak namęczyć. Na razie minęły trzy miesiące. Zrobił się jeden odprysk w miejscu gdzie na płytce było ostre zgrubienie – nie wiem czy dostał się tam jakiś paproch przy malowaniu, czy coś innego. Ta nierówność była jak ziarenko i w końcu chodząc po tym starło się i została brązowa kropeczka. Poza tym odkurzam, myję jak w reszcie mieszkania i nic się nie dzieje. Oczywiście nie używam drucików, ostrych gąbek itp. Ale przecieram płytki każdego dnia miękką szmatką więc nie mam potrzeby ich szorowania.

Podsumowując – nie żałuję tego kroku mimo ogromnej liczby rzuconych przekleństw! Efekt finalny mnie zadowolił i sprawił, że z przyjemnością tam przebywam i się relaksuję- a jeśli jakimś cudem ominął Cię wpis gdzie prezentuje metamorfozę to koniecznie zajrzyj 😉 => METAMORFOZA ŁAZIENKI <=

 

 

malowanie płytek
malowanie płytek ceramicznych

 

 

 

 

 

2 thoughts on “Malowanie płytek ceramicznych – jak się do tego zabrać?”

  1. Pięknie! Jestem przed dylematem decyzji o metamorfozie swojej łazienki. Planuję na dniach przygotowanie techniczne 😉 Jednak cały czas podświadomie mam obawy co do trwałości farb. Dlatego taka opinia będzie dla mnie wyrocznią 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.