Kuchnia marzeń – inspiracje

Kuchnia marzeń – jaka powinna być? Proste! Inna niż jest!

Kuchnia zdecydowanie jest moją zmorą. Bardzo chciałabym pstryknąć palcami i pozbyć się tego co mam nawet gdybym nie miała za bardzo wpływu na zmianę jednak wizja tego, że pomieszczenie to wymaga dużo uwagi i pracy, a jeszcze więcej pieniędzy przerasta mnie za każdym razem kiedy zaczynam myśleć o zmianach. Kiedy planowałam zmiany w łazience było jakoś prościej. Najpierw były dziesiątki inspiracji (zobacz na czym się wzorowałam – Łazienkowe Inspiracje) i chwile później robiłam już remont. W przypadku kuchni cały czas są tylko marzenia.

A marzenia nie są precyzyjne. Z jednej strony podobają mi się białe sterylne kuchnie, z drugiej strony wiejskie nadgryzione zębem czasu, a jeszcze z innej eleganckie. Doskonale wiem, że chciałabym połączyć wszystkie style bo z wyborem jednego konkretnego sobie nie poradzę. Jednak zamiast skupiać się na konkretnym wyborze frontów postanowiłam bardziej skupić się na funkcjonalności i pewnych rozwiązaniach, których na dzień dzisiejszy mi brak.

FUNKCJONALNOŚĆ!!!

Istnieją pewne zasady i reguły traktujące o funkcjonalności i zasadności usytuowania urządzeń i wielkości blatów roboczych. Osobiście traktuję je z przymrużeniem oka, bo to co dla jednego jest funkcjonalne i sprawdza się znakomicie dla drugiego może być uciążliwe. Kiedy natknę się czasem na dyskusję jak gospodynie domowe skaczą sobie do gardeł walcząc o to, która ma rację co do wysokości blatu, miejsca piekarnika czy wielkości umywalki zaczynam się zastanawiać czy owe gospodynie nie mają w tym czasie ciekawszych rzeczy do roboty. Nie zagłębiając się jednak w te dyskusje zbytnio rozmyślam nad tym co funkcjonalne jest dla mnie. Czego obecnie brak mi w mojej kuchni, a co doskonale się sprawdza

Wysokość szafek kuchennych

To coś co zdecydowanie nie odpowiada mi w standardzie. W standardzie szafki razem z blatem mają na ogół 86 cm. Zdecydowanie chciałabym aby u mnie wysokość ta była na poziomie 90-92 cm minimum. Mam 175 cm wzrostu mój mąż 178 – nie jesteśmy najwyższymi ludźmi w tym kraju, a jednak mimo wszystko standardowa wysokość szafek dla nas jest nieodpowiednia. Nie myślę o dzieciach, bo przecież kiedy są małe to tak czy siak jest im wysoko, a chwila moment i nam dorównają lub nas przerosną. Wyższy blat daje nam ponadto kilka dodatkowych cm w szafce biorąc pod uwagę mój kolejny kuchenny ‚must-have’ każdy centymetr się liczy.

Brak szafek wiszących

Nie znoszę szafek wiszących – są dla mnie tak strasznie niepraktyczne, że nie wyobrażam sobie by w mojej wymarzonej kuchni takowe się znalazły. Na samej górze przechowuje przedmioty bez których generalnie mogłabym żyć. Funkcjonalność oznacza dla mnie bezproblemowe dotarcie do każdej przestrzeni, a najwyższe półki zdecydowanie są dla mnie mimo niemałego wzrostu  problemem. Skoro tak mało z nich korzystam to bez sensu żeby wisiały tylko po to by zabierać przestrzeń i zbierać kurz. Przygotowując coś przy blacie też mi przeszkadzają, nie raz przekonałam się o ich niezwykłej złośliwości kiedy podnosząc głowę zapominałam na chwilę o ich istnieniu. Zamiast szafek zdecydowałabym się na niezbyt szerokie półki. Stawiając na nich przedmioty będące w codziennym użyciu sprawiamy, że jest nam po prostu łatwiej, a nic nie stoi też kurząc się niepotrzebnie.

Duże okno

Duże okno to nie mój kaprys, ale konieczność. Żyjemy w klimacie jakim żyjemy i słońca u nas jak na lekarstwo – duże okno wpuści nie tylko więcej naturalnego światła, ale sprawi że będzie ona wydawała się bardziej przestronna. Rozwiązanie z półkami zamiast szafek pozwala na wykorzystanie ściany z oknem maksymalnie ( o ile nie mieszkamy w bloku, bo tam mamy pewne ograniczenia). Myślę o tym także dlatego, że praca moja związana jest z wnętrzami i zdjęciami a im jaśniej tym po prostu lepiej. Myślę jednak, że w zasadzie o wiele lepiej gotuje się kiedy wyraźnie widzimy co wrzucamy do garnka. Choć teraz nie mam wcale najmniejszego okna, ciężkie brązowe szafki wiszące dookoła powodują, że sprawia wrażenie mniejszej i ciemniejszej.

Szuflady zamiast szafek

Chciałabym aby blat był głębszy niż zwykle jest. Pozwoli mi to lepiej zorganizować przestrzeń na nim, gdzie mimo dekoracji, książek czy sprzętów pozostanie dużo miejsca do pracy. Skoro w standardzie jest problem żeby wydostać z szafki coś co stoi z tyłu to przy dołożeniu 10 cm łatwiej nie będzie. Dlatego stawiam na szuflady i szafki typu cargo. Oczywiście koszt jest znacznie wyższy jednak biorąc pod uwagę jak dużo czasu spędzamy w kuchni przygotowując posiłki jest to niesamowita wygoda. Poza wygodą jest to idealne rozwiązanie dla osób takich jak ja, które mają problem z utrzymaniem porządku w szafkach. Jeśli musisz wyciągnąć coś z końca to wyciągam po drodze kilka innych rzeczy, a że się śpieszę to nigdy nie układam ich tak samo.

Wyspa musi być

Wyspa z wysokim blatem będzie nie tylko dodatkowym miejscem do przechowywania, ale także doskonałym miejsce na szybkie śniadanie czy wspólne gotowanie. Wyspa kuchenna kojarzy mi się centrum gdzie tętni domowe życie. Wyspa jest dla mnie także niezbędnym odcięciem między strefami. Póki co moja kuchnia jest odrębnym zamkniętym pomieszczeniem, ale ta wymarzona jest połączona z jadalnią i salonem, wyspa właśnie jest granicą, która wytycza strefy. No i mając taką wysoką wyspę można bez wyrzutów sumienia przywieźć do domu fajne stylowe hokery 😉 Nie próbujcie mnie przekonywać o plusach i minusach otwartych kuchni bo podobnie jak z wysokością blatów jest to kwestia indywidualna.

Minimum płytek ceramicznych

Minimum tyczy się zarówno ścian jak i podłogi. Zdecydowanie chciałabym tylko wąski pasek niebanalnej ceramiki przy ciągu szafek pod ścianą. Większa ilość płytek na ścianie kojarzy mi się ze sklepem mięsnym a te niekoniecznie wpisują się w moją stylistykę – choć przyznam, że sam kolor niekiedy jest ciekawy. Jeśli chodzi o podłogę to chciałabym żeby nie były to płytki. Dzięki Quick-Step odkryłam, że jest to możliwe bo panele mogą być piękne, odporne i innowacyjne. Na dzień dzisiejszy do kuchni wybrałabym panele winylowe wyglądające jak marmur – zobacz w moim ostatnim wpisie jak pięknie wyglądają – „Podłogi Quick-Step – inspiracja i innowacja” 

 

Reszta pragnień jest prosta – ma być drewno, troszkę bieli, ceramika z jakiejś manufaktury, ceramiczny zlew, kwiaty i trochę sklejki. Ma być wiejsko, ale nowocześnie, minimalizm połączony z miłością do dekoracji, kwiaty i mnóstwo porcelany nie do kompletu, duży stół z krzesłami spod śmietnika, aaa no i Smeg… wiadomo.

 

Kuchnia marzeń

Elizabeth Cooper’s Sag Harbor Home – Lonny Magazine

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.