Domowe środki czystości – ekologia i ekonomia!

Jeszcze nie dawno słysząc, że ktoś robi domowe środki czystości pukałam się w czoło. Serio??? Da radę wyczyścić kibelek czymś innym niż płyn z którym walczą w reklamie uzbrojone po pachy bakterie? Ano się da i to całkiem nieźle i to z korzyścią dla naszej planety!

Jakiś czas temu rozwiązania ekologiczne traktowane były jako fanaberia, moda i generalnie wyimaginowany problem ludzi z kasą, nie mając problemów dnia codziennego. Świadomość jednak rośnie z dnia na dzień i dzisiaj ekologia to już nie trend ale mus. Jeśli tylko choć minimalnie leży nam na sercu los naszej planety, a co za tym idzie naszych dzieci to liczy się każda nawet najmniejsza cegiełka. Długo dojrzewałam do tego by nie musieć kupować niektórych rzeczy, szukałam, testowałam – znalazłam – być może nie jest to wyjście idealne, ale z całą pewnością mające ogromny wpływ na nasze środowisko.

Zaczęłam od proszków – na poszukiwaniu idealnego składu straciłam 3 miesiące wielu prań bardziej i mniej satysfakcjonujących. Czyszczenie łazienki za to okazało się znacznie łatwiejsze niż przypuszczałam i szybko znalazłam złoty środek. Nadal poszukuję idealnej receptury kilku rzeczy, ale już teraz zminimalizowałam nie tylko ilość pieniędzy wydawanych na tego typu środki, ale przede wszystkim ilości opakowań tychże detergentów.

Zanim napiszę Wam o proporcjach i sposobach użycia chciałabym Wam przybliżyć specyfiki, z których korzystam – ich nazwy brzmią strasznie, ale nie taki diabeł straszny. Nie bójmy się dziwnej nazwy i opakowania jak z laboratorium. Kupujecie znacznie bardziej szkodliwe środki w pięknych kolorowych opakowaniach i się nie boicie więc luzik.

Chyba najbardziej każdy boi się nazwy boraks, ale uwierzcie, że tego co pod nią się kryje wcale bać się nie musisz. Jest to sól sodowa mająca działanie bakteriobójcze, grzybobójcze czy odkażające. Oczywiście koncerny farmaceutyczne cały czas podbijają nagonkę, że choroby płuc, że płodność. Jednak żadne badania nie pokazują jasno, że takie jest działanie tego środka. Ok może i używa się go do zwalczania insektów, ale używany przez nas z zachowaniem normalnych środków ostrożności może przynieść wiele korzyści.

Węglan sodu i nadwęglan sodu również dla wielu brzmi niepokojąco. Dopiero kiedy uświadomimy sobie, że to pierwsze to po prostu soda, a idąc o krok dalej to dodatek do żywności określany symbolem E500. Doskonale zmiękcza wodę i czyści różne powierzchnie, świetnie radzi sobie z różnymi zapachami. Nadwęglan z kolei to nic innego jak aktywny tlen, a więc ma silne działanie utleniające – ta właściwość przyda nam się do wybielania, czyszczenia i dezynfekcji.

Do tego dołóżmy szare mydło, ocet i kwasek cytrynowy oraz olejki zapachowe i mamy bazę do sporządzenia każdego środka potrzebnego do utrzymania czystości w naszych domach. Czy są szkodliwe? Wiadomo, że trzeba zachować środki ostrożności ponieważ pracując z tymi środkami w takim stężeniu mogą działać one drażniąco. Jednak ponownie przypominam, że proszki, płyny i inne specyfiki do sprzątania też działają drażniąco. Dodatkowo mają masę substancji, które mogą uczulać i niestety bardzo źle działają nie tylko na naszą skórę czy drogi oddechowe ale także na nasze środowisko. Dlaczego zatem węglan czy boraks ponieważ nie są podatne na biokumulacje co oznacza, że ulegają rozkładowi chemicznemu. Nie uczulają, odkażają itd… to chyba wystarczające powody?

PRANIE

Szukając idealnej receptury kilka razy prawie się poddałam – a to nie doprało, a to śmierdziało, a to nie wystarczająco świeże – zawsze było ale… Ale w końcu się udało – znalazłam idealne proporcje. Idealne dla mnie, mojego prania i mojej pralki. Pralki? Tak! Bo wyobraźcie sobie, że moja pralka wciąż była brudna, na szybie drzwi matowy osad, a w szufladce na detergenty… zielono-szary szlam. Mamy tutaj bardzo twardą wodę więc aby uchronić pralkę trzeba było robić różne cuda lub dodawać kolejnych środków, które miały pomóc – ale jeśli mam być szczera średnio działały. Odkąd używam proszków przygotowanych z wyżej wymienionych składników zniknął problem osadu, smrodu i szlamu. Serio! Drzwiczki i bęben lśnią jakby pralka wyszła z fabryki. Szufladka jest zawsze biała i świeża. No dobra starczy o pralce – przejdźmy do prania.

Nie będę Was przeprowadzać przez wszystkie etapy swoich poszukiwań bo byłoby to zbyt nudne, dlatego przejdę do meritum. Moje pranie jest czyste i świeże i to chyba powinno wystarczyć. Najbardziej zaskoczył mnie zapach, a właściwie jego brak. Otóż – pranie jest po prostu świeże…hmm coś jak świeże powietrze o poranku. Co prawda dodaję do płynu kilka kropel lawendy, ale bardziej dla tego by nie śmierdziało niż żeby pachniało. Tkaniny są przyjemne w dotyku, nie są sztywne, spłowiałe czy szorstkie – są takie jak były przed wypraniem – no poza brudem rzecz jasna.

Przygotowuję sobie 2 proszki – do koloru i do białego oraz płyn do płukania, który ma działać zmiękczająco. Przy średnich zabrudzeniach starczą 2 stołowe łychy – jak mocno brudne dajcie 3 lub wcześniej namoczcie w aktywnym tlenie czyli nadwęglanie. Przy skarpetach moich domowników bez tego ani rusz (wcześniej przy kupnym proszku było podobnie). podaje Wam moje sprawdzone przepisy, ale możecie kombinować i znaleźć odpowiednie dla siebie proporcje.

Aby przygotować proszki mam osobną małą miseczkę, szklankę, łyżkę i tarkę do mydła. Mieszam wszystko i przesypuję do opisanych słoików. Płyn do płukania przygotowuję w 1,5 litrowej butli z szczelnym korkiem.

ŁAZIENKA

Czyszczenie łazienki to mega prosta sprawa. Do wszystkiego używam pianki czyszczącej. Nie dość, że nie ma kamienia, wszystko jest białe to jeszcze porządnie zdezynfekowane i nie muszę czyścić łazienki w masce. Pewnie zastanawia Was o co chodzi z tą maską. Otóż nie znoszę pracować na raty. Zawsze sprzątałam w taki sposób, że nalewałam do wanny, umywalki i kibelka płynów – w oczekiwaniu aż zadziałają myłam płytki itd. Dusząc się oparami sklepowej chemii – serioooo, kiedyś prawie odjechałam. Teraz robię całkiem podobnie, z tą różnicą, że nic mnie nie dusi – wręcz przeciwnie. Z każdą minutą powietrze w łazience (a mam łazienkę bez okna) wydaje się być coraz bardziej świeże. Na story mówiłam kiedyś, że trochę jak morska bryza i chyba coś w tym jest.

Przygotowanie pianki jest dziecinnie proste i szybkie. Poniżej macie przepis na przygotowanie pasty, którą można podobnie jak proszki przechowywać w słoiku. Jednak żeby powstała pianka, która nigdy nie przestaje się pienić i świetnie działa na armaturę trzeba na chwilę przed użyciem dodać jeszcze jeden składnik.

W łazience dobrze mieć pod ręką płyn, którym możemy szybko zadziałać np. spryskując deskę sedesową, czy umywalkę od glutów z pasty, której dzieci nigdy nie spłukują (piszę z autopsji). Tutaj doskonale sprawdzi się ocet.


Nadal szukam idealnego składu do sporządzenia płynu do okien czy naczyń. Do podłogi świetnie nadaje się płyn do dezynfekcji , ale z odrobiną olejków o zapachu jaki nam odpowiada. Zmywarki nie mam, ale podobno aktywny tlen jest znakomity. Skoro już wiemy, że to działa i jest spoko nie tylko dla nas ale także dla planety to przejdziemy do liczb i dowodów na to, że warto!

W pierwszej kolejności pokażę Wam ile traciłam na proszki i środki o których wspomniałam, płyny do wc, kamienia, mleczka, podłogi. Są to ceny produktów, które ja używałam. Myślę, że średnia półka cenowa.

Jeśli mam być szczera dopiero kiedy to policzyłam zrozumiałam. Wiedziałam, że będzie różnica ale nie myślałam, że tak ogromna! Rocznie wydawałam 1500 zł!!! I pamiętajcie, że nie ma tutaj np. płynów do okien, do naczyń itp. A teraz dla porównania tabelka numer 2.

Zaręczam, że mając te specyfiki w domu udrożnicie rury i poradzicie sobie praktycznie z każdym problem co w przyszłości sprawi, że kupicie jeszcze mniej dodatkowych preparatów. Ponad 1000 zł oszczędności rocznie na sprzątaniu – jakby to powiedziała Pani Ibisz – ja to kupuje!

No i najważniejsze – nie puszczacie ściekami świństwa, które zatruwa środowisko i nie dokładacie dziesiątek opakowań. Jakich opakowań? No to przeliczmy – ile śmieci produkowałam kupując te wszystkie specyfiki???

Mam nadzieję, że przekonałam Was, że warto bo w tym przypadku EKO to ekologia i ekonomia w jednym. Czy zajmuje to dużo czasu – tyle samo co wyjazd do marketu po kupno nowego preparatu. Kupiłam wielkie wiadra, żeby nie generować dużych ilości odpadów i mam to zawsze pod ręką. Używam do wszystkiego – biała podeszwa buta dziecka nie jest już problemem. To samo z kranami, zlewem itp.

W końcu mój dom pachnie czystością, a nie chemią!

9 thoughts on “Domowe środki czystości – ekologia i ekonomia!”

  1. Ja używam jeden proszek do każdego rodzaju prania 😉
    Ocet – najlepszy! A jak lustra i okna super myje! Zero smug!!!! <3

    Mega przydatny wpis. Dziękuję ci za niego. Na pewno spiszę kilka przepisów na środki do czyszczenia.

  2. Od niedawna przerzucam się sukcesywnie na alternatywne środki czystości i z zainteresowaniem przeczytałem Twój wpis. Oczywiście, najlepsze przepisy na środki czystości to te sprawdzone, a nie skopiowane z innych portali, więc Twoje rady są tu bardzo cenne. Chciałbym jednak dopytać o kilka spraw:
    1. Proszek do prania kolorowego – chyba wkradł się jakiś błąd, bo przepis jest ten sam, jak proszku do białego 🙂
    2. Płyn do płukania – ile wlewasz na jedno pranie i przy jakiej pojemności pralki? Ja mam miękką wodę, więc prawdopodobnie będę mógł wlewać mniej, ale i tak taka informacja się przyda.
    3. Jeśli myjesz podłogę płynem do dezynfekcji, to ile go zużywasz i w jakiej proporcji do wody?
    4. Czy jesteś w stanie powiedzieć, ile to jest objętościowo (np. na szklanki) te starte pół kostki mydła? Kupiłem mydło w płatkach, a nie dorobiłem się jeszcze wagi kuchennej, żeby sobie odważyć równowartość połowy kostki mydła, czyli jak sądzę 75 g.
    Z góry dziękuję za odpowiedzi i pozdrawiam.

    1. Witaj, cieszę się, że mogę pomóc i już odpowiadam na pytania.
      1) Do koloru jest 1/2 szklanki nadwęglanu a do białego cała – to jest jedyna różnica 😉
      2) Wlewam na oko – średnio do 3/4 pojemniczka na płyn do płukania i dla mnie jest ok – myślę, że to w trakcie już sam dojdziesz jak będzie najlepiej.
      3) Tutaj też na oko – po zapachu hehe – daję gorącą wodę do wiadra i na oko dolewam – czuję po intensywności czy będzie oki. To też wychodzi w trakcie.
      4) Zależy czy ubite 😀 Około pół do 3/4 szklanki będzie oki

      Tak wiem – lepiej żebym nie brała się nigdy za przepisy kulinarne bo w kuchni także wiele rzeczy robię na oko 😉

      Pozdrawiam i mam nadzieję, że pomogłam 😉

  3. Post widziałam juz dawno, ze jest. Nigdy nie mialam wystarczajacej ilosci czasu żeby go przeczytać ze spokojem…az do dzisiaj. U mnie stosowałam tylko patent z soda oczyszczona do rur, ale koniecznie musze zrobic pianke do czyszczenia łazienki 💪 super wpis Patrycja 💋

  4. Super pomysł! Też rozpoczęłam swoją walkę w domu o przyszłość naszej planety więc na pewno skorzystam z twoich przepisów!;)
    A ta pianka do czyszczenia armatury to w sensie każdorazowo robisz sobie papke na sprzątanie korzystając z wcześniej przygotowanej ” bazy” ? Plus kwasek cytrynowy?
    Pozdrawiam 😉

    1. Cieszę się, że coraz więcej ludzi o tym myśli. Co do pianki to dokładnie tak jak piszesz. Mam bazę w słoiku i przed użyciem biorę porcję (tyle ile potrzebuję i dodaję kwasek 😉 Pozdrawiam i powodzenia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.