Salon – centrum wszechświata

Nasze centrum wszechświata – salon czy inaczej pokój dzienny. To tutaj spędzamy wspólny czas, pracujemy, czytamy, oglądamy bajki i przyjmujemy gości.

Salon jest u nas pomieszczeniem o największym natężeniu ruchu. To przez to pomieszczenie dzieci muszą przejść by dostać się do toalety, kuchni czy naszej sypialni. Z racji tego, że tutaj spędzamy znaczną część swojego czasu podzieliłam to pomieszczenie na strefy. Chciałam by nasze centrum dowodzenia było praktyczne i przyjemne.

 

PRACA

Choć to nie praca jest najważniejsza to jednak przyznaję, że poświęcam jej ogromną ilość czasu. Studio fotograficzne znajduje się tuż nad moją głową i to tam wcześniej miałam wydzielony na biuro kącik. Niestety dla mnie nie było to praktyczne rozwiązanie. Kiedy byłam w domu sama z dziećmi, siedząc na górze nad obróbkami czy wpisami na blog biegałam co chwila kontrolując czy dzieciaki nie postanowiły np. rozpalić w domu ogniska. Ponadto one samo wydzwaniały średnio co 5-10 minut by zapytać jak długo mi jeszcze zejdzie lub gdzie znajduje się milion rzeczy, które akurat teraz bardzo potrzebują. Postanowiłam, że muszę pracować w domu tuż obok, i w ten sposób podjęłam decyzję o przeniesieniu swojego tutaj gdzie jest centrum naszego życia – salon.  Dlatego tutaj, ponieważ żadne inne pomieszczenie nie pomieściłoby mojego biurka, które częściowo sama stworzyłam.

Od tej pory planowanie przestrzeni odbywało się z tym ogromnym biurkiem w tle. Kiedy w końcu stanęło tam gdzie stać powinno od samego początku poczułam, że moja praca jest bardziej efektywna a salon pełniejszy. Wiem, że niektórzy stwierdzą, że to totalna bzdura, ale wszystko zależy od człowieka. Kiedy pracuję mam swoje dzieci tuż za plecami, mogę im natychmiast odpowiedzieć i cały czas mieć z nimi kontakt. W czasie kiedy eksportuje pliki mogę wstawić pranie lub ugotować zupę, a kiedy nagle dzwoni klient szybko mogę wszystko sprawdzić. Kiedy w nocy nie mogę spać po prostu idę do salonu popracować. Częściowo mam wrażenie, że mam tej pracy mniej bo w międzyczasie uczestniczę w życiu domu. Drugim po biurku najważniejszym elementem kącika do pracy jest fotel od Gala Collezione, na którym wystarczy się obrócić by znaleźć się w strefie rozrywki i relaksu – super prawda.

ROZRYWKA

Sam środek pokoju to strefa rozrywki. Choć telewizji raczej nie oglądamy to jednak telewizor i sporą kolekcję dvd mamy i oglądamy bajki i filmy w zależności od potrzeb i humoru. Stolik z blatem z egzotycznego drewna oraz szary, ogromny dywan wypatrzony na westwing.pl są idealnym miejscem do rodzinnych rozgrywek w planszówki, układania klocków lego czy rysowania. Kto już mnie troszkę zna ten wie, że jestem łowcą – szukam tanich i fajnych dodatków, część wykonuję sama. Narożnika szukałam ponad rok – wszystkie o takim designie kosztowały miliony monet. Szukanie i cierpliwość opłacały się. Znalazłam narożnik dla nas idealny – szary na drewnianych nóżkach i przede wszystkim ogromny. Żadna tam marka – ot taki mebel znikąd – wyprzedażowy za 1400 zł – to się nazywa okazja. Stolik pod tv to metamorfoza starej komody – jej przemianę mogliście oglądać w tym wpisie => tutaj. W tej strefie swoje miejsce znalazła także konsola do gier. Choć tego typu rozrywyki staram się z umiarem dawkować to nie ukrywam, że czasami to świetna zabawa dla całej rodziny.

Salon

 

BIBLITEKA

Biblioteczka to chyba było moje największe marzenie od dziecka. Zawsze marzyłam o regałach zapełnionych książkami, które wypełnią salon po brzegi. Najtańszy sposób to oczywiście IKEA. Białe regały „billy” z przeszklonymi drzwiczkami „oxberg” robią wrażenie. Upiększyliśmy je cudownymi uchwytami – ceramicznymi gałeczkami z numerkami od REGAŁKA, która stała się inspiracją w poprzednich metamorfozach mebli => tutaj i tutaj 😉 Idealnie wpasowały nam się tutaj 3 regały szerokie i jeden wąski. Pomieściły one wszystkie książki jakie były w pokojach dzieci, kuchni, sypialni i szafach. Fajnie, że istnieje możliwość zakupu nadstawek, które zapewne niebawem nabyć będzie trzeba bo miejsca już powoli brak.

Książki to jedna z tych rzeczy, na które nie jest mi żal pieniędzy, a widząc moje dzieci z książkami… rozpływam się. Przykład zawsze idzie z góry – pamiętajcie o tym 😉 Pokazując biblioteczkę na insta-story zostałam zapytana, czy nie fajniej byłoby gdyby książki ułożyć kolorami. Być może dla oka obserwatorów, czy do designerskich fotek byłoby znacznie lepiej – jednak dla mnie książki pełnią funkcję użytkową. One nie stoją tam dlatego, żeby fajnie wyglądać, ale dlatego, że z nich korzystamy, czytamy je, przeglądamy, do niektórych wracamy częściej, niektóre czytaliśmy tylko raz. Książki są u nas zatem poukładane tematycznie. Czy wyobrażacie sobie, że szukam jednego konkretnego tytułu wśród setek książek po kolorze okładki? No właśnie!

 

MUZYKA

Ten kącik jest symboliczny. Kochamy muzykę. Po części to właśnie ona nas połączyła choć żadne z nas muzykiem nie był i nie jest. Że nie będzie to nie piszę, bo nie zbadane są wyroki boskie. Szczególnie uwielbiamy rockowe, gitarowe brzmienia, koncerty i festiwale. Staramy się każdego roku wybrać na jakiś koncert mniejszy lub większy czy festiwal. Zazwyczaj jest to w okolicy naszej rocznicy – nie ślubu, ale poznania – czerwiec. To właśnie wtedy się poznaliśmy przy dźwiękach Limp Bizkit. Ten kącik to stara holenderska szafka, adapter i radio ‚UNITRA, winyle i obrazy, które są jego kwintesencją.

Długo szukałam plakatów, obrazów nawiązujących do muzyki, które ozdobią nasz salon. Kiedy ujrzałam te wiedziałam, że to ja, że to my. Idealnie oddają nasz charakter i idealnie pasują do naszego wnętrza. Jeśli szukacie oryginalnych obrazów lub chcecie wydrukować swój własny to koniecznie zajrzyjcie na FOTEKS. Jeśli już wybierzecie wzór to możecie również wybrać czy ma to być plakat, obraz, czy ma mieć ramę, a jeśli tak to w jakim kolorze. Kącik ten to również moje zbiory prasowe, a jeśli prasa to wiadomo, że znajdziecie tam magazyny wnętrzarskie, do których wciąż wracam.

DODATKI Z DUSZĄ

Odkąd postawiłam na białe ściany lepiej wypoczywam i mogę znacznie bardziej poszaleć jeśli chodzi o dodatki. Od jakiegoś czasu ubóstwiam drewniane dekoracje od drewnianedodatki.pl i to właśnie dzięki nim w salonie znajdziecie literkę P, która jak wiadomo jest pierwszą literką mojego imienia oraz tabliczkę z wymownym hasłem „follow your dreams”. Jeśli przegapiliście wpis z wizyty u tych niezwykłych ludzi to koniecznie musicie nadrobić bo warto => tutaj.  Stawiam na rzeczy oryginalne, niebanalne, a jeśli mają w sobie duszę to już w ogóle pełnia szczęścia. Na moim biurku można zobaczyć starą maszynę do pisania, którą mój tato uratował kiedyś całkiem przypadkowo od śmietnika.

Z całą pewnością duszę mają również moje stare aparaty – zenity, smieny, vilie. Dwa z nich wiszą tuż obok mojego portretu namalowanego przez kolegę ze szkoły, który w prezencie zamówiła mi moja siostra. Tak – kocham starocie dlatego poza „Unitrowymi” cudami swoje miejsce znalazł też babciny „Bambino” i to w kolorze niebieskim. Choć nie jest do końca sprawny to jednak kiedyś grywał w domu mojego taty, kiedy ten był jeszcze dzieckiem – sentyment zawsze wygrywa. Stoi tuż obok krzesła pamiętającego babcię mojego męża, które czeka na totalny refreszing. Na razie niestety jego urok zakrywa milion warstw jakiejś olejnej mazi, ale poradzimy sobie z tym – bez obaw. Sztaluga to prezent urodzinowy – sporo kiedyś malowałam i po cichutku marzę by jeszcze do tego wrócić.

Jest jeszcze stary zegar po babci, który już zapomniał, że bije się co godzinę a nie kiedy się przypomni oraz drewniana tabliczka z wygrawerowanym zapisem nutowym „What a friend we have in Jesus” wyszperana w jednym z Warszawskich sklepików ze starociami. Od jakiegoś czasu stawiam na kwiaty – choć do tej pory uśmiercałam nawet kaktusy. Odpukać –  na razie pięknie rosną, a ja już planuję oryginalne podstawki.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.